Niby jesteśmy
stworzeniami obdarzonymi inteligencją, więc uczucie szczęścia nie powinno nam
być obce. Powinniśmy też umieć sami to szczęście znajdywać i nie zmuszać się do
robienia rzeczy nieprzyjemnych, nie licząc tych koniecznych. Jednak gdy
spoglądam na niektóre włochate czworonogi, to mam wrażenie, że im idzie to
jakoś tak lepiej.
Widziałam
kiedyś rewelacyjny obrazek, idealnie opisujący stan rzeczy, jaki mam na myśli.
W jakimś parku stał człowiek z psem i patrzył na drzewo. W dymku jego myśli
znajdowało się mnóstwo rzeczy: zbite lustro, samochód, brudne naczynia, obiad,
stos dokumentów, kawa itd. W dymku myśli psa znajdował się obraz jego i jego
pana, stojących w parku i patrzących na drzewo.
To się dzieje
stopniowo. No i nie możemy się dziwić. Tego się od nas wymaga. Jak mamy pięć
lat, powinnyśmy umieć samodzielnie się ubrać, mówić pełnymi zdaniami, znać
niektóre literki, liczyć do 20. Jak mamy dziesięć lat, to znamy tabliczkę
mnożenia, piszemy krótkie wypowiedzi pisemne, sami chodzimy do szkoły i z niej
wracamy, gramy w piłkę, ale pamiętamy o pracy domowej. Jak mamy 17 lat,
jesteśmy już samodzielni. Nikt z nas nie jest Piotrusiem Panem i nikt tego nie zatrzyma. Jest jednak
coś, co część z nas traci wraz z wiekiem i na starość staje się zgorzkniałym, zrzędzącym
zgredem. To umiejętność cieszenia się totalnymi bzdurami. Biedronką, wiewiórką
na drzewie, ulubionym smakiem lodów, grosikiem znalezionym na ulicy, smakiem
porannej kawy, nową książką...
Co nas cieszy
jak mamy pięć lat?
Ostatnio
brałam udział w akcji „Cały Wrocław Czyta Dzieciom” (super sprawa tak swoją
drogą). Czytaliśmy i przedstawialiśmy (tak pół na pół) bajkę o księżniczce i
żabie w przedszkolu niedaleko mojej szkoły. Wiadomo - księżniczka robiła
największą furorę - w różowej, ręcznie szytej sukni, złotej koronie na
czerwonych włosach. Wszystkie dzieci były jej. Podobała się też pluszowa żaba,
dorysowane wąsy króla, peleryna czarownicy. Po przedstawianiu zorganizowaliśmy
dla dzieci konkurs z pytaniami do bajek, puszczaliśmy im piosenki.
Wierzę, że
tamtego dnia najważniejsze dla tych dzieci było odpowiedzieć poprawnie na
pytanie i udowodnić nam, że naprawdę uważnie słuchali bajki, a potem zaśpiewać
wraz z Elsą, że „mają tę moc”.
Na zakończenie
naszych odwiedzin rozmawiałam z dziećmi. Pytałam o to, co im się podobało w
naszej bajce, co lubią, kim chcieliby zostać w przyszłości, z czego się cieszą.
Pewien chłopiec, z początku bardzo nieśmiały, złapał mnie za pelerynę,
popatrzył głęboko w oczy i powiedział: „A ja mam w domu strój Spidermana” i
zasłonił buzię rączkami. Przysięgam, że to była jedna z bardziej uroczych
rzeczy, które mi się tego dnia przytrafiły.
Chyba wszyscy
pamiętają to ciepło w sercu, kiedy otwierane są prezenty gwiazdkowe albo kiedy
przyjaciel składa życzenia urodzinowe, takie od serca, patrząc prosto w oczy. Te
radości można mnożyć i mnożyć w nieskończoność. Przyjęcie do wymarzonej szkoły,
dobra ocena z bardzo trudnego sprawdzianu, smaczne ciastka, które sami
upiekliśmy. Szkopuł w tym, żeby umieć odkrywać to uczucie w sobie codziennie na
nowo, także w chwilach, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy. Znajdywać w idiotycznych
błahostkach i wracać do nich tuż przed zaśnięciem i we wszystkich innych momentach
naszego życia.
Nawet gdy pada, rozlała nam się herbata, a my musimy zrywać się
z łóżka skoro świt.
*Korekta tekstu - Gadzinka <3
*Korekta tekstu - Gadzinka <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz