-->

wtorek, 12 lipca 2016

Piętnasty - uczucie szczęścia nie powinno nam być obce




Niby jesteśmy stworzeniami obdarzonymi inteligencją, więc uczucie szczęścia nie powinno nam być obce. Powinniśmy też umieć sami to szczęście znajdywać i nie zmuszać się do robienia rzeczy nieprzyjemnych, nie licząc tych koniecznych. Jednak gdy spoglądam na niektóre włochate czworonogi, to mam wrażenie, że im idzie to jakoś tak lepiej.

Widziałam kiedyś rewelacyjny obrazek, idealnie opisujący stan rzeczy, jaki mam na myśli. W jakimś parku stał człowiek z psem i patrzył na drzewo. W dymku jego myśli znajdowało się mnóstwo rzeczy: zbite lustro, samochód, brudne naczynia, obiad, stos dokumentów, kawa itd. W dymku myśli psa znajdował się obraz jego i jego pana, stojących w parku i patrzących na drzewo. 

To się dzieje stopniowo. No i nie możemy się dziwić. Tego się od nas wymaga. Jak mamy pięć lat, powinnyśmy umieć samodzielnie się ubrać, mówić pełnymi zdaniami, znać niektóre literki, liczyć do 20. Jak mamy dziesięć lat, to znamy tabliczkę mnożenia, piszemy krótkie wypowiedzi pisemne, sami chodzimy do szkoły i z niej wracamy, gramy w piłkę, ale pamiętamy o pracy domowej. Jak mamy 17 lat, jesteśmy już samodzielni. Nikt z nas nie jest Piotrusiem  Panem i nikt tego nie zatrzyma. Jest jednak coś, co część z nas traci wraz z wiekiem i na starość staje się zgorzkniałym, zrzędzącym zgredem. To umiejętność cieszenia się totalnymi bzdurami. Biedronką, wiewiórką na drzewie, ulubionym smakiem lodów, grosikiem znalezionym na ulicy, smakiem porannej kawy, nową książką... 

Co nas cieszy jak mamy pięć lat?


Ostatnio brałam udział w akcji „Cały Wrocław Czyta Dzieciom” (super sprawa tak swoją drogą). Czytaliśmy i przedstawialiśmy (tak pół na pół) bajkę o księżniczce i żabie w przedszkolu niedaleko mojej szkoły. Wiadomo - księżniczka robiła największą furorę - w różowej, ręcznie szytej sukni, złotej koronie na czerwonych włosach. Wszystkie dzieci były jej. Podobała się też pluszowa żaba, dorysowane wąsy króla, peleryna czarownicy. Po przedstawianiu zorganizowaliśmy dla dzieci konkurs z pytaniami do bajek, puszczaliśmy im piosenki.
Wierzę, że tamtego dnia najważniejsze dla tych dzieci było odpowiedzieć poprawnie na pytanie i udowodnić nam, że naprawdę uważnie słuchali bajki, a potem zaśpiewać wraz z Elsą, że „mają tę moc”.

Na zakończenie naszych odwiedzin rozmawiałam z dziećmi. Pytałam o to, co im się podobało w naszej bajce, co lubią, kim chcieliby zostać w przyszłości, z czego się cieszą. Pewien chłopiec, z początku bardzo nieśmiały, złapał mnie za pelerynę, popatrzył głęboko w oczy i powiedział: „A ja mam w domu strój Spidermana” i zasłonił buzię rączkami. Przysięgam, że to była jedna z bardziej uroczych rzeczy, które mi się tego dnia przytrafiły.

Chyba wszyscy pamiętają to ciepło w sercu, kiedy otwierane są prezenty gwiazdkowe albo kiedy przyjaciel składa życzenia urodzinowe, takie od serca, patrząc prosto w oczy. Te radości można mnożyć i mnożyć w nieskończoność. Przyjęcie do wymarzonej szkoły, dobra ocena z bardzo trudnego sprawdzianu, smaczne ciastka, które sami upiekliśmy. Szkopuł w tym, żeby umieć odkrywać to uczucie w sobie codziennie na nowo, także w chwilach, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy. Znajdywać w idiotycznych błahostkach i wracać do nich tuż przed zaśnięciem i we wszystkich innych momentach naszego życia. 
Nawet gdy pada, rozlała nam się herbata, a my musimy zrywać się z łóżka skoro świt.

*Korekta tekstu - Gadzinka <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz