Pomimo deszczu wysiadłam z
tramwaju dwa przystanki wcześniej i radośnie udałam się do jednego z moich
ulubionych miejsc w mieście. Oprócz pobrzękiwania dzwoneczków przywitał mnie
jeden z najpiękniejszych zapachów na świecie i przyjazny wzrok bibliotekarza.
Miejska biblioteka.
To ja. Nie do końca normalna
nastolatka, ze słabością do szelestu kartek, zapachu kurzu i ponawianiu nowych
bohaterów. To my. Wszystkie zakręcone na punkcie jednego autora, którego czasem
nienawidzimy, a czasem stawiamy mu ołtarze, kupujące koszulki i torby z
podobizną bohatera lub aktora. Kochamy serie książek, seriale i filmy. Choć
bardzo często się nie znamy, mieszkamy w innych miejscach i nigdy
prawdopodobnie byśmy się nie spotkały. Wszystkie należymy do jednej grupy. To
my fangirl.
Mogłabym tu kiedyś pracować.
Chociażby w wakacje. Siedzę przez cały dzień otoczona książkami, doradzam obcym
ludziom, i mogę bezkarnie czytać. Słyszę odgłos przewracanych kartek i nurkuję
między regały. Chłopak z bródką przegląda jakiś
horror Stephena Kinga. Uśmiecham się do niego, ale uwagę poświęcam
zupełnie innej pozycji.
Co jeszcze nas charakteryzuje? „Panicznie
wrzeszczymy, skaczemy i piszczymy na widok idola, albo nowej części czegoś”
Potrafimy to robić w biały dzień, na środku ulicy i nie wyda nam się to dziwne.
Jeździmy na konwenty i przebieram się za ulubione postacie Pamięć naszych
telefonów zapchana jest memami z ukochanymi. Ryczymy kiedy umrze nasz ulubiony
bohater i jesteśmy nie do zniesienia przez kolejny tydzień. Szukamy opowiadań
lub same je piszemy. Zastanawiamy się co mogło by być dalej. Jak potoczyłyby
się losy naszych bohaterów. Nie musimy tego nigdzie publikować. Już samo to
sprawia że historia żyje, nawet jeżeli autor nic już nie pisze.
Głaszczę palcami wyświechtaną
okładkę, przewracam kartki i wdycham zapach kurzu i papieru. Pomimo że od razu
znalazłam to czego szukam spaceruję jeszcze chwilę pomiędzy regałami i
zapamiętuję tytuły, które mnie interesują. Potem wypożyczam książkę i wracam do
domu, już się przejaśnia.
Post dedykowany Oli i Natalce. Na pocieszenie po śmierci ulubionych bohaterów.
Załączam też gorące podziękowania, bo to ich pomysł i to one wymyślały kolejne objawy bycia fangirl, ja to tylko spisałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz