-->

niedziela, 29 listopada 2015

Trzynasty - kiedyś zagrałam na prawdziwej scenie



            Wiele małych dziewczynek marzy o tym by zostać sławnymi aktorkami. Móc grać w filmach, albo na teatralnych scenach. Być sławnymi i rozpoznawalnymi.  Co prawda ja mając pięć lat marzyłam o zawodzie archeologa, ale opatrzność losu postanowiła, że siedem lat później zagrałam na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Idąc do gimnazjum wybrałam klasę z rozszerzonym językiem polskim, ponieważ był to mój ulubiony przedmiot w szkole podstawowej.  Już we wrześniu zostałam poinformowana, że pierwszy rok mojej edukacji ma zakończyć się premierą "Skąpca" Moliera. Od tej chwili z niecierpliwością czekałam na obsadzenie ról i pierwsze próby.

            Przygotowania do spektaklu zaczęliśmy od przeczytania "Skąpca" i omówienia go. Potem role zostały podzielone i mogliśmy uczyć się tekstu. Mnie przypadła rola Marianny, bardzo łagodnej i spokojnej dziewczyny zakochanej w pewnym młodzieńcu, ale zmuszonej do wyjścia za mąż, za starego skąpca. Gdy miały odbyć się pierwsze próby, dostaliśmy informację, że człowiek który miał być naszym opiekunem, brał udział w wypadku samochodowym niedaleko Warszawy i nie dojedzie na czas. Nasza polonistka musiała znaleźć nowego opiekuna. Został nim pan  Rafał Kronenberger, ale termin pierwszej próby wyznaczono na za dwa tygodnie.

            Najpierw przyzwyczajaliśmy się do aktorstwa. Odgrywaliśmy proste role, tworzyliśmy własne interpretacje. Bardzo często były to nietypowe zadania, takie w których nie czuliśmy się pewnie, ale to pozwoliło nam rozwinąć skrzydła. Przez następne dni dopracowywaliśmy nasze postaci. Nadawaliśmy im własny charakter i ożywialiśmy je. Bardzo często były inne niż oryginały, miały inne wartości i cele, ale widać w nich było nas.  Pan Rafał miał bardzo ciekawe podejście do naszego przedsięwzięcia. Kazał nam krzyczeć przez okna, aby zwrócić uwagę przechodniów, albo rzucać w siebie piłeczkami pingpongowymi. Stworzyło to niezwykły i niepowtarzalny  klimat, który wspominam z radością. Ciekawym pomysłem, było też wyświetlanie na ścianie naszych zdjęć w odpowiednich momentach. 

            W przeddzień przedstawienia nie mogłam spać. Czułam jednocześnie szczęście i niepokój. Z dnia 10 czerwca 2013 nie pamiętam nic, do godziny 16, kiedy do poniesienia kurtyny zostało 1,5 godziny. Musieliśmy się przebrać, uczesać i mentalnie przygotować do naszego debiutu. Miejsca były powoli zajmowane. Zaproszeni zostali wszyscy nauczyciele, nasze rodziny i przyjaciele. Ostatnie uściski od polonistki, obietnica trzymania kciuków i weszliśmy na scenę, po ciemku. Sece było mi tak głośno, że na pewno słyszały je osoby siedzące w trzecich rzędach. Puszczono muzykę, podniesiono kurtynę i włączono światła. Zaczęło się.

            Najpierw widziałam tylko  jasność, potem usłałam pierwsze tony melodii. Przypomniałam sobie o uśmiechu. Nie czułam żadnej różnicy pomiędzy tym co działo się teraz, a na próbach. Grałam. Odtwarzałam z pamięci tekst bez żadnego problemu, jakby to były moje słowa. Jakbym była mną, a nie Marianną. Znikło niepokojące ukłucie w brzuchu, czułam tylko szczęście. Czas jakby przyśpieszył. Kiedy kłaniałam się po zakończonym spektaklu, czułam jakby minęło pięć minut, a nie półtorej godziny. W tym dniu dowiedziałam się, że chciałabym zostać aktorką. Podobały mi się owacje na stojąco, kwiaty, późniejsze gratulacje, ale najbardziej duma jaką czułam w każdej minusie przedstawienia. Zagranie na prawdziwej scenie, to jedno z moich największych osiągnięć. Ale chciałabym mieć ich więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz