-->

poniedziałek, 28 września 2015

Jedenasty - żyjmy dalej



            Na dzisiaj przygotowałam post bardzo osobisty, ale uświadomiłam to sobie dopiero na przełomie ostatnich trzech dni. Patrząc z własnej perspektywy, zrozumie mnie tylko ten kto przeżył to samo. Tekst ten pisałam najpierw jako pokrzepienie i rada, a potem okazało się że sama potrzebuję wsparcia. 

            Takie zjawisko jak zmiana szkoły, środowiska, czy znajomych towarzyszy nam od najmłodszych lat. Chodzimy do żłobka, przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, potem idziemy na studia i do pracy. Jeździmy na obozy i kolonie, należymy do harcerstwa, zapisujemy się do klubów sportowych i na zajęcia. Każdy z nas to zna i nie trzeba dużo o tym mówić. Wymaga to od nas pokładów cierpliwości, umiejętności szybkiego nawiązywania znajomości i nieprzywiązywania się. Przynajmniej nie na zawsze.  

Nie możemy przyjaźnić się ze wszystkimi. To oczywiste. Nie da się. Jeżeli znajdziemy bratnią duszę, to oczywiście, kontynuujemy i rozwijamy znajomość. Ale na co dzień wystarczy  żebyśmy się tolerowali. A co jeżeli przywiążemy się do kogoś za bardzo? Co jeżeli ta druga osoba nas nie lubi, albo po prostu traktuje naszą relację jako przelotną znajomość? Dopóki trwa, spotykamy się w szkole, czy na zajęciach. Nic się nie dzieje. Ale co się stanie kiedy skończymy szkołę, zmienimy pracę? W naszym sercu zostaje ogromna, czarna dziura. Nagle zostajemy sami. Nasz "przyjaciel" nie odzywa, nie odpowiadania wiadomości. Niektórzy potrafią sobie z tym poradzić. Oderwanie od znajomości może być jak kubeł zimnej wody, albo jak policzek. Możemy wyciągnąć z niej wnioski miło wspominać; lub złamać się. 

            Nie wszyscy potrafimy sobie poradzić z nagłą zmianą środowiska. Kiedy się żegnamy, obiecujemy sobie utrzymać kontakt, spotykać się, rozmawiać.  Ile razy te obietnice się nie spełniły?   I w cale nie były to kłamstwa. Po prostu nie wyszło. Poznaliśmy nowych ludzi, zapisaliśmy na zajęcia, mamy więcej obowiązków. Zapominamy. To znaczy mamy wspomnienia, ale mamy aż takiej motywacji, aby kontynuować znajomość. Wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy. Tak jak liście spadające na jesień i zachodzące Słońce. 

            Sądzę, że im szybciej się do tego przyzwyczaimy tym łatwiej będzie nam pokonywać kolejne etapy edukacji, zmieniać pracę, po prostu żyć. Poznawajmy ciekawych  ludzi, nauczmy się z nimi rozmawiać, ale jeżeli nie jest to konieczne, nie przywiązujmy się. Zachowajmy miłe wspomnienia     i żyjmy dalej. 

            Jeżeli się czegoś takiego nie przeżyło, łatwo jest mówić żebyśmy żyli dalej. Tak na prawdę ból rozrywa nam serce i płaczemy w słuchawkę telefonu. Mamy wrażenie, że jesteśmy w złym śnie, albo chwilowej nowej sytuacji. A kiedy doduszamy rozsądek do głosu, niczym grom z jasnego nieba spada na nas rzeczywistość. I nic nie możemy z tym zrobić. Czasem dobrze jest płakać. Dzięki temu jest nam lżej, ale pomimo wszystko, potem musimy otrzeć łzy i wypchnąć pierś do przodu. 

            *W żadnym wypadku nie chodzi mi o nienawiązywanie znajomości w ogóle. Wszyscy tego poturbujemy. Chodzi mi o unikanie nadprogramowych emocji, takich które tylko nas skrzywdzą. Nie jestem pewna czy dobrze ujęłam to w tym tekście.

            **Dodatkowa informacja. Post dedykuję panu od WOS'u, bo post powstawał na jego nudnych lekcjach.Oraz moim wspaniałym przyjaciółkom - czasami nieświadomym konsultantkom niektórych przemyśleń. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz